Wywiad

Polska „aseksualna” dla talentów w AI? Domaradzki odpowiada

Czy Polska jest „aseksualna” dla talentów w sztucznej inteligencji? A może ma potencjał, by powstało tu nowe OpenAI? Opowiada o tym Krzysztof Domaradzki, współautor książki „RzeczpospolitAI”, wicenaczelny polskiej edycji „Forbesa”.

Michał Karbowiak
Ołówkowy portret Krzysztofa Domaradzkiego trzymającego książkę RzeczpospolitAI
Krzysztof Domaradzki z książką „RzeczpospolitAI”. Ilustracja: Polish Tech Minds.

Najważniejsze fakty

  • Kim jest Krzysztof Domaradzki? wicenaczelny polskiej edycji „Forbesa”, dziennikarz, pisarz, scenarzysta. Pisze o startupach i nowych technologiach. Twórca słynnej listy „30 przed 30”.
  • Książka RzeczpospolitAI: napisana wraz z Arturem Kurasińskim przedsiębiorcą, inwestorem, analitykiem technologicznym. Obejmuje 17 rozmów z ludźmi, którzy tworzą polską AI.
  • Od autorów: „Chcieliśmy napisać książkę o Polsce. O naszej wielkiej szansie, wynikającej z rewolucji sztucznej inteligencji. Szansie, którą możemy spektakularnie wykorzystać lub zmarnować”.

Michał Karbowiak: Mogę dokonać małego plagiatu?

Krzysztof Domaradzki*: Nieźle się zaczyna (śmiech).

Zadam Ci kilka pytań, które - wraz z Arturem Kurasińskim** - zadaliście Waszym rozmówcom w książce „RzeczpospolitAI”. Ale chcę poznać Twoje, a nie ich odpowiedzi.

Proszę bardzo.

Co czujesz, gdy myślisz o sztucznej inteligencji? Strach czy nadzieję?

W większym stopniu nadzieję niż strach. Ale towarzyszy mi jedno i drugie.

Zagłada ludzkości to realny scenariusz?

Skoro noblista Geoffrey Hinton - nazywany ojcem chrzestnym AI - twierdzi, że istnieje takie niebezpieczeństwo, to nie zamierzam go negować. Hinton szacuje je na 10-20 procent w perspektywie 30 lat i ta ocena wydaje mi się rozsądna.

Rafał Brzoska, założyciel InPostu, na to samo pytanie odpowiada: „Absolutnie tak”. Powinniśmy się bać?

Bać nie, ale powinniśmy być świadomi zagrożeń. Nie chodzi o to, żeby w poczuciu lęku zatrzymać prace nad rozwojem AI, tylko żeby je mądrze prowadzić.

Brzoska rekomenduje bycie miłym dla swojego agenta AI, na wypadek, gdyby przejął władzę i decydował o losie człowieka. Masz podobnie?

Oszczędzam tokeny (śmiech). Podejście Rafała podziela sporo osób z obszaru technologii i biznesu, z którymi na co dzień rozmawiam. Nie tylko z naszej bańki - Olga Tokarczuk też jest miła dla swojej AI (śmiech). Kto wie, może my trochę śmiejemy się z nich dziś, a oni będą śmiać się z nas w przyszłości.

Wracając do serii pytań zawartych w książce: powinniśmy uczyć sztucznej inteligencji w podstawówkach, tworzyć uniwersytety AI, oprzeć na tej dziedzinie nasz system edukacji?

Powinniśmy. To brzmi przełomowo, wręcz wywrotowo, ale jest wykonalne i potrzebne. Gdyby chociaż część obecnego, przestarzałego i często niezbyt przydatnego materiału zamienić na naukę o AI, to uzbroilibyśmy nasze dzieci w kompetencje niezbędne w przyszłości.

ElevenLabs: inspiracja ważniejsza niż podatki

Jakie firmy AI-owe powinni budować Polacy? Co mogłoby się stać naszą specjalnością?

Myślę, że nasze największe szanse są w niszach. Moglibyśmy na przykład budować mniejsze opensource’owe modele wzorem Chin, tworzyć AI-owe rozwiązania w branżach ze starej ekonomii, które wciąż nie zostały silnie scyfryzowane, albo szukać alternatyw wobec LLM-ów. Jarosław Kutyłowski, twórca DeepL, który stoi za najlepszym translatorem na świecie, udowodnił, że niewielki startup jest w stanie wygrać walkę z molochem pokroju Google’a. Nie wydaje mi się jednak, żeby dobrą strategią biznesową była próba zbudowania w Polsce nowego OpenAI czy Anthropica.

Jarosław Królewski z firmy Synerise twierdzi, że w Polsce mogłoby powstać OpenAI. Wielkich talentów mamy pod dostatkiem.

Myślę, że Jarek mówi to trochę propagandowo. W dobrej wierze - chce otworzyć głowy, zachęcić do ambitnego myślenia. Ale czy rzeczywiście wierzy, że moglibyśmy zbudować OpenAI nad Wisłą? Nie wydaje mi się. Aż tacy dobrzy w te klocki nie jesteśmy, żeby samym talentem osiągnąć to, co OpenAI osiągnęło talentem i już niemal 200 mld dolarów finansowania.

Zapytaliście Matiego Staniszewskiego: „Jak ci z tym, że ilekroć ElevenLabs osiągnie coś niezwykłego, w sieci pojawia się dyskusja, czy powinniśmy się z tego cieszyć, ponieważ nie wiadomo, czy to polska firma?”. Chwilę później ElevenLabs zostało wycenione na 22 mld dolarów.

Moja ulubiona linkedinowa gównoburza (śmiech). Byłoby pięknie, gdyby ElevenLabs wystartowało i rozwinęło się do obecnych rozmiarów w Polsce, ale obawiam się, że Mati Staniszewski i Piotr Dąbkowski nie osiągnęliby nawet jednej dziesiątej tego, czego już dokonali, gdyby nie wyjechali z kraju. A już na pewno nie zebraliby wielkich pieniędzy od amerykańskich inwestorów, nie mając spółki w Stanach.

Ale to i tak nie ma znaczenia. ElevenLabs inspiruje kolejne pokolenia polskich przedsiębiorców. Nie przypominam sobie ani jednej dłuższej startupowej rozmowy, w której nie padłaby nazwa tej firmy. Właściwie każdy ambitny startupowiec marzy o pójściu w ślady Matiego i Piotra. Ich historia to benchmark, kamień milowy i motor napędowy dla naszego ekosystemu. To znacznie ważniejsze niż to, gdzie płacą podatki.

Ostatnie pytanie zaczerpnięte od duetu Domaradzki - Kurasiński. Czy Polska stanie się miejscem, w którym regularnie będą wyrastać duże firmy technologiczne?

Tak. Przez wiele lat, gdy mówiło się o globalnych startupach rodem z Polski, padały tylko trzy nazwy: Docplanner, Booksy i Brainly.

W dobie AI Brainly trochę podupadło, ale Docplanner i Booksy dalej są mocne, a do tego mamy ElevenLabs, ICEYE, Silent Eight czy Tylko. A w kolejce stoją m.in. Viktor, Pocket, Pathway, Nomagic, Ingenix. Do tego dochodzą potężne korporacje technologiczne, które bardzo mocno rozpychają się w Europie, takie jak grupa cyber_Folks Kuby Dwernickiego czy InPost Rafała Brzoski.

Mówisz to z naprawdę dużą pewnością.

Bo to już się dzieje. Poza tym świat jest coraz bardziej scyfryzowany. Jeśli będą powstawać w Polsce duże spółki, a będą, siłą rzeczy będą to biznesy technologiczne. „Robienie w technologiach” przestanie być jakimkolwiek wyróżnikiem.

Nawet Stefan Batory, współzałożyciel i prezes Booksy, powiedział mi ostatnio, że to, co robi jego firma, czyli marketplace połączony z SaaS-em, to już właściwie „old economy” w świetle tego, co dzieje się wokół AI.

Polska „aseksualna” dla talentów AI?

Jarosław Królewski, komentując wyjazdy polskich inżynierów za granicę, powiedział: „Coś z nami jest ewidentnie nie tak, skoro nasz kraj jest aseksualny dla najlepszych ludzi”. To stwierdzenie - nie znajduję lepszego określenia - wgniotło mnie w ziemię.

Mnie też. Jarek nie powiedział niczego, z czego bym sobie wcześniej nie zdawał sprawy, ale zrobił to bardzo dosadnie i sugestywnie.

Jest tak, jak mówi. Polska to wspaniały kraj, w którym fajnie się żyje. Obcokrajowcy są nami zachwyceni. Podziwiają nasze miasta, gratulują nam wielkiego sukcesu gospodarczego. A jednocześnie wielu bardzo zdolnych ludzi nie widzi tutaj dla siebie perspektyw. Piękna kraina, z której talenty uciekają. Dołujące.

Większość spółek, które wymieniłeś wcześniej jako przykład polskich sukcesów, są zarejestrowane za granicą.

To pragmatyzm. Chcesz mieć duży kapitał na rozwój? Musisz zarejestrować spółkę w USA. Tamtejsi inwestorzy chcą działać w otoczeniu prawnym, które rozumieją.

Profesor Andrzej Dragan, fizyk i człowiek renesansu, słusznie zauważył, że nie ma nic złego w wyjeździe talentów. Natomiast musimy zrobić, ile tylko można, żeby uzdolnieni Polacy mieli po co wracać. Albo - dodam już od siebie - chcieli wspierać polski ekosystem. Mati Staniszewski z ElevenLabs zainwestował w około 30 spółek polskich lub spółek z polskimi founderami.

Przyznaje, że to może nawet zbyt dużo.

Przypuszczam, że dostaje najwięcej propozycji spośród wszystkich Polaków parających się inwestycjami anielskimi. Każdy chce mieć Matiego wśród udziałowców, bo dla rynku nie ma lepszej rekomendacji. Biorąc pod uwagę, ile ma pracy przy ElevenLabs - a w wywiadzie powiedział nam, że pracuje właściwie non stop - wyobrażam sobie, że nie robi bardzo dogłębnego due diligence spółek, w które inwestuje. Po prostu wspiera ambitnych founderów, bo może. Bo czuje, że w ten sposób spłaca dług wobec kraju, który go wychował.

Chce przyczynić się w ten sposób również do powstania „kultury startupowania”, której jego zdaniem w Polsce brakuje.

To celna obserwacja. W Polsce wciąż wybór drogi przedsiębiorcy technologicznego jest dużo mniej popularny niż prawnika czy lekarza. Im bardziej stanie się to rozpowszechnione, naturalne, im więcej osób się na to zdecyduje, tym większa szansa na sukces całego ekosystemu.

Rząd kontra biznes, Polska vs. świat

Wojciecha Zaremby, współzałożyciela OpenAI, który spośród Polaków odniósł największy sukces biznesowy w Dolinie Krzemowej i jest związany ze sztuczną inteligencją, w Waszej książce zabrakło. Dlaczego?

Zastanawialiśmy się nad tym, tym bardziej że znam Wojtka i miałem okazję kilka razy z nim rozmawiać. Ale na naszej ostatecznej liście rozmówców się nie znalazł.

Nie chcieliście porozmawiać ze współzałożycielem OpenAI?!

Oczywiście chcieliśmy mieć przedstawiciela „polskiej mafii” z OpenAI. Jest w kim wybierać: Jakub Pachocki, Szymon Sidor, Jerry Tworek, Filip Wolski czy właśnie Wojtek, od którego wszystko się zaczęło.

Ale bardzo zależało nam, żeby to był ktoś zorientowany w polskich sprawach. Dlatego postawiliśmy na Aleksandra Mądrego, profesora MIT, który pracował w OpenAI do maja 2026 roku i który bardzo interesuje się Polską, co nie raz i nie dwa udowadniał w różnych wywiadach.

Myśleliśmy też o Łukaszu Kaiserze, który związany jest z OpenAI, choć w moim odczuciu to człowiek, którego należałoby włożyć do odrębnej kategorii.

Kaiser to współautor przełomowej pracy naukowej „Attention is all you need”, która wprowadziła nową architekturę sieci neuronowych Transformer. Na niej opiera się współczesna AI.

Z Łukaszem niestety nie udało nam się porozmawiać. Ale jest w książce mocno obecny. Rozmówcy często się do niego odwołują. Poza tym jest inwestorem i doradcą firmy Pathway, która rozwija architekturę posttransformatorową, a my rozmawiamy w książce z Zuzanną Stamirowską, współzałożycielką i prezeską tej spółki.

Łukasz Kaiser jest fenomenem. Jensen Huang, prezes Nvidii, z uśmiechem nazwał go „bohaterem”, bo spośród ośmiorga autorów „Attention is all you need” tylko on cały czas pozostał inżynierem, nie założył własnego startupu. Dodatkowo, doradzając Pathway, szuka udoskonalenia czegoś, co przecież sam odkrył.

Fascynujący człowiek. Gdyby Łukasz rozpoczął własny projekt, pewnie dostałby setki milionów dolarów wsparcia od największych firm i inwestorów na świecie, zanim w ogóle powiedziałby im, co robi. A poza tym, jak słusznie zauważyłeś, on ciągle szuka, co jeszcze można ulepszyć, próbuje wymyślać coś nowego, rozwiązywać problemy. Pewnie tak mają największe umysły.

Nigdy nie kończą poszukiwań?

Pozostają nienasycone. Hinton, noblista i jeden z ojców algorytmu propagacji wstecznej, uważa go w pewnym sensie za porażkę, ponieważ jest przekonany, że da się wymyślić coś lepszego.

Czy wsparcie Łukasza, działanie Zuzanny i całego zespołu Pathway przekonuje Cię, że będziemy mieli nową, wielomiliardową firmę z polskim rodowodem? To się musi udać?

Bardzo bym chciał i mocno kibicuję. Ale czy to musi się udać? Nie musi. Wygląda na to, że technologia Zuzanny i jej zespołu pozwala tworzyć bardzo zaawansowaną sztuczną inteligencję znacznie taniej, niż to robią firmy pokroju OpenAI czy Anthropic. Pathway stworzył własną architekturę do budowania AI - Dragon Hatchling, czyli smocze pisklę. Świat się tym zainteresował, spółka zebrała trochę pieniędzy, a jej wycena poszybowała do 500 mln dolarów. Ale to jeszcze nie oznacza, że ten biznes się uda. Po pierwsze, Zuzanna i spółka próbują złamać status quo w Dolinie Krzemowej. A to bardzo, bardzo trudne, skoro w LLM-y wpompowano gigantyczne pieniądze. A po drugie, za tą technologią musi pójść biznes: sprzedaż, marketing, zarządzanie produktem, firmą. Ale biorąc pod uwagę to, jakim kapitałem intelektualnym dysponuje Pathway, jestem dobrej myśli.

Na pytanie „czy Polska interesuje się Pathway”, Zuzanna Stamirowska przyznała, że nie dostała nawet jednego maila od polityków czy z jednostek naukowych. Wstrząsające.

Moim zdaniem rząd powinien wysłać samolot po Zuzannę Stamirowską i błagać ją, by wraz z zespołem budowała Pathway w Polsce.

Nie powiedzieliście tego wicepremierowi Krzysztofowi Gawkowskiemu, z którym rozmawialiście. Szkoda.

Mieliśmy mnóstwo tematów do omówienia, a czas wicepremiera Gawkowskiego nie jest z gumy. Do nadrobienia w kontynuacji książki „RzeczpospolitAI” (śmiech).

Gdybym był złośliwy, powiedziałbym, że wicepremier Gawkowski zaatakował premiera Donalda Tuska. Zacytuję dokładnie: „Tak jak w poprzednim rządzie, tak i w tym nie brakuje ludzi, którzy chcieliby sprowadzać do Polski wielkie korporacje technologiczne, wierząc, że ich inwestycje przełożą się na grube miliardy dla naszej gospodarki. Walczę z takim myśleniem i ta walka coraz częściej skutkuje tym, że to, co dawniej uznawano w rządzie za sukces, dziś widziane jest jako zwykły rabunek”. Ponad półtora roku temu premier Tusk z dumą ogłaszał na wspólnej konferencji z szefem Alphabetu i Google Sundarem Pichaiem iż amerykański gigant na szkolenia z umiejętności cyfrowych przeznaczy 5 mln dolarów w ciągu 5 lat. Wielu polskich przedsiębiorców z tego wręcz drwiło.

Zahaczamy o bardzo istotny temat, jakim jest suwerenność technologiczna. Rozumiem ją podobnie jak Sebastian Kondracki, który rozwija Bielik AI, a więc rodzinę otwartych modeli językowych wytrenowanych głównie na podstawie polskojęzycznych danych i z uwzględnieniem naszego dziedzictwa kulturowego. Suwerenność to nie samowystarczalność. Nie możemy zamknąć granic, zatrzymać przepływu technologii i powiedzieć światu: „W Polsce poradzimy sobie sami”. Musimy być sprytni w tej geopolityczno-biznesowej grze.

Uważasz, że dotąd byliśmy sprytni?

W żadnym wypadku. Jako kraj dopiero zaczynamy sobie uświadamiać, że nie wszystko musi być oparte na technologii big techów: Microsoftu, Google’a czy Amazona. I że nie każdy deal z tego typu firmą to dla nas sukces. Sądzę, że to miał na myśli wicepremier Gawkowski. Doceniam, że rozmawiał z nami szczerze.

Z książki wyraźnie wybija różnica zdań między Rafałem Brzoską a Krzysztofem Gawkowskim w kwestii budowy gigafabryki AI.

Klasyk. Pierwszy narzeka, że państwo chce zrzucić wykonanie tego projektu na przedsiębiorców i że jest nieudolne. Drugi odpowiada, że biznesplan musi przygotować biznes, bo takie są zasady unijnego naboru, i przyznaje, że państwo działa po omacku, ponieważ nikt nie uczył przedstawicieli administracji publicznej zdobywania dla Polski fabryk sztucznej inteligencji.

„To nie jest wiedza, którą można wziąć z internetu. I to tak niestety musi wyglądać, jeżeli chcemy uzyskać suwerenność technologiczną. Trzeba robić rzeczy, których się nigdy nie robiło” - mówi Gawkowski.

Rozumiem obie strony. Rafał nie chce czuć, że w tak ważnej sprawie państwo się nim wyręcza. Wicepremier Gawkowski ma rację, kiedy mówi, że administracja dopiero się uczy robienia takich projektów, a obywatele bywają niesprawiedliwie krytyczni. Najważniejsze, żeby ostatecznie stanęła w Polsce ta gigafabryka.

Równie, jeśli nie bardziej dojmujący, jest dysonans między opiniami Zuzanny Stamirowskiej z Pathway i prof. Piotra Sankowskiego z państwowego instytutu IDEAS i Uniwersytetu Warszawskiego. Stamirowska twierdzi, że teraz jest najlepszy czas dla naukowców, bo są „rozchwytywani” przez biznes. Sankowski w podobnym kontekście opowiada o różnicy między balkonem a doktorantem w Polsce. Balkon utrzyma rodzinę.

Zuzanna mówi z perspektywy osoby wykształconej na czołowych paryskich uczelniach, która od jakiegoś czasu buduje firmę w Dolinie Krzemowej. Jest w samym sercu największego ekosystemu innowacji, blisko wielkich inwestycji, pośród najlepszych naukowców i inżynierów.

Piotr spokojnie też mógłby tam być i zarabiać kosmiczne pieniądze, ale zamiast tego został w Polsce i od lat walczy o naszą naukę. I chwała mu za to. Chciałbym, żeby za jego życia w Polsce zapanował taki klimat dla naukowców, jaki Zuzanna opisuje w Dolinie Krzemowej.

Nowi bogowie, nowa religia AI

Artystka Agnieszka Piłat mówi: „Problemem Doliny jest to, że za dużo jest w niej technologów, a za mało humanistów”. W Waszej książce też ich właściwie nie ma.

Zgoda, choć nie mam poczucia, żeby w naszej książce brakowało humanistycznej wrażliwości. Może to sprawka autorów - żaden z nas nie koduje, żaden nie ma technicznego wykształcenia.

Andrzej Dragan zauważa: „W tej chwili naszą przyszłość kontrolują koderzy, ludzie programujący w Pythonie, inżynierowie z uczelni technicznych. Tak się złożyło, że spadło na nich nowe zadanie: kształtowanie losów ludzkości”. I dalej: „Przyszłość nie zależy od wielkich intelektualistów, tylko w dużej mierze od niezwykle inteligentnych nerdów o ograniczonych kompetencjach społecznych”.

Niepokojące, co?

Bardzo.

Marzymy, żeby wpływ na decyzje dotyczące niemal całej ludzkości mieli wielcy myśliciele, filozofowie, etycy. W rzeczywistości rządzą nami raczej krwiożerczy kapitaliści i zimni programiści. I szczerze mówiąc, nie wiem, jak moglibyśmy to zmienić.

Kto ma kontrolować Elona Muska, bilionera potężniejszego od większości państw? Etyk albo filozof z uniwersytetu? Niby jak? Osiągając taki status jak Musk, łatwo można odpłynąć, uwierzyć we własną nieomylność, wyjątkowość. Jak mawiał klasyk: władza absolutna deprawuje absolutnie.

Agnieszka Piłat mówi, że Elon Musk w sprawie Starlinków jest niczym Bóg. Jeśli zechce, wyłączy dostęp walczącym Ukraińcom i wpłynie na los wojny. Andrzej Dragan w innym miejscu twierdzi, że AI to religia.

Te skojarzenia narzucają się same. Ludzie zarządzający największymi firmami AI aspirują do miana współczesnych bogów. Do tej układanki oczywiście trzeba dołożyć jeszcze Donalda Trumpa, który jest najbardziej wpływowym człowiekiem na Ziemi. Jedną niezbyt przemyślaną decyzją mógłby nam odciąć dostęp do technologii, z których miliony Polaków korzystają na co dzień.

Bóg podobno mieszka w niebie, Ty rysujesz piekło.

Dobrze, że AI nie produkuje jeszcze jedzenia...

Jeszcze Polska nie zginęła?

W analizie Endeavor Poland, czyli polskiego oddziału globalnej organizacji non profit, która zajmuje się wspieraniem najambitniejszych przedsiębiorców technologicznych w budowaniu międzynarodowych biznesów, czytamy m.in.: „Jako kraj mierzymy się z odpływem najzdolniejszych inżynierów za granicę, niedoborem kapitału na etapie wzrostu, nieprzewidywalnym systemem podatkowym, słabo rozwiniętym rynkiem aniołów biznesu, niedostatkiem seryjnych przedsiębiorców i menadżerów z doświadczeniem w skalowaniu firm; wciąż niewystarczającą współpracą między uczelniami a biznesem”. A Ty dodajesz, że jeszcze Trump może nas odciąć od potrzebnych zasobów. Brzmi jak „szach-mat”.

Czarne scenariusze zawsze wyglądają fatalnie. Ale Endeavor zauważa równocześnie, że powstały u nas firmy o globalnych ambicjach, pojawiają się przedsiębiorcy, którzy wiedzą, jak skalować biznes, a kapitał, choć nadal ograniczony, zaczął krążyć. Nie startujemy od zera.

Poza tym Polska to fascynujące miejsce, jeśli chodzi o radzenie sobie z problemami.

Codziennie narzekamy, jak jest u nas źle, a jednocześnie od ponad 30 lat doświadczamy wzrostu gospodarczego i jako kraj jesteśmy przykładem wielkiego sukcesu. Paradoks. Może musimy marudzić, żeby nie popaść w samouwielbienie, być zmobilizowani i właśnie radzić sobie z największymi wyzwaniami?

Przepraszam, ale to Domaradzki z Kurasińskim powiedzieli w książce, że w tym czasie „bogaciliśmy się jako montownia”. Nie za mocne?

Prawdziwe, choć trochę uproszczone. Osiągnęliśmy sukces ciężką, ale prostą pracą. Żeby pójść dalej, potrzebujemy nowego modelu, opartego na innowacyjności.

Może zaczęlibyśmy go tworzyć, gdyby w 2016 roku ówczesny wicepremier Mateusz Morawiecki posłuchał prof. Aleksandra Mądrego i rząd zainwestował w rozwój AI. Mądry ujawnia, że podczas spotkania przekonywał Morawieckiego, by postawił na AI.

To świadczy dobrze o Mądrym, ale nie świadczy źle o Morawieckim. Aleksander przekonywał do inwestycji w sztuczną inteligencję świeżo po zawiązaniu OpenAI w grudniu 2015 roku, jeszcze przed ukazaniem się pracy „Attention is all you need” w roku 2017 i na długo przed premierą ChatGPT w listopadzie 2022 roku. Czy na miejscu Mateusza Morawieckiego uwierzyłbym, że jako kraj musimy postawić właśnie na AI? Że warto zainwestować w rozwój tej technologii miliardy złotych? Wątpię. To wymagałoby dużej odwagi i długofalowego myślenia. Politycy raczej nie wybiegają myślami poza najbliższe wybory. A szkoda, bo jako kraj moglibyśmy być dzisiaj w zupełnie innym miejscu.

Brak odwagi jest jednym z największych deficytów, zaznaczanych przez Waszych rozmówców w kontekście rozwoju AI w Polsce. Zaraz po braku dużego kapitału.

Chyba coś jest na rzeczy. Kiedy zapytałem Aleksandra Mądrego, co zrobić, żeby być jednym z liderów rynku AI - może nie globalnym, ale przynajmniej europejskim - to się delikatnie obruszył. Bo dlaczego tylko europejskim?

„Bądźmy maksymalnie ambitni” - powiedział.

Polakom nie brakuje odwagi, wielokrotnie to udowadnialiśmy. Ale być może nie stawiamy sobie odpowiednio wysoko poprzeczki, a powinniśmy. Najwyżej, jak to możliwe. Czasami nawet wyżej, niż myślimy, że jest możliwe. I powinniśmy zaakceptować, że do sukcesu zwykle prowadzi długa droga. Często pełna potknięć i porażek. Dlatego powinniśmy być nie tylko odważni i ambitni, ale też konsekwentni i elastyczni, gotowi wybierać różne drogi, by osiągnąć swój cel. Ostatecznie to się nam opłaci.

Paradoksalnie najbardziej optymistyczna rozmowa w książce to ta z gen. Karolem Molendą, obecnym Cyber Championem, czyli doradcą strategicznym dowódcy NATO do spraw Transformacji. Paradoksalnie, bo generał jest już na prawdziwej wojnie, nasilonej w związku z fizycznym atakiem Rosji na Ukrainę.

Generał Molenda jest nietuzinkową postacią, która w armii zbudowała wyjątkową strukturę. Współtworzył Komponent Wojsk Obrony Cyberprzestrzeni, w ramach którego powstały m.in. Centrum Implementacji Sztucznej Inteligencji czy Cyber Legion, czyli program współpracy z cywilnymi specjalistami od IT czy naukowcami. I robił to na tyle skutecznie, że dostrzeżono go na szczeblu NATO. Jako Polak jestem dumny z tego powodu.

Może jeśli on pokazał, że w zhierarchizowanym wojsku da się stworzyć „zwinną” grupę ekspertów od sztucznej inteligencji, to uda się w innych miejscach.

Byłoby pięknie, choć uważałbym z wyciąganiem zbyt daleko idących i optymistycznych wniosków. Ale historia Cyber Legionu musi budzić optymizm. Miało do niego dołączyć 400 osób, a jest przeszło 3 tys. Okazało się, że mamy wielu patriotów, którzy chcą wykorzystać swoje wysokie kompetencje dla dobra ojczyzny. To ludzie, którym z pewnością nie brakuje odwagi - w końcu składają przysięgę, kiedy za naszą granicą trwa wojna.

We wstępie wraz z Arturem zapowiedzieliście: „Chcieliśmy napisać książkę o Polsce. O naszej wielkiej szansie, wynikającej z rewolucji sztucznej inteligencji. Szansie, którą możemy spektakularnie wykorzystać lub zmarnować”. Czego jesteśmy bliżej?

Mamy świetnych ludzi, jesteśmy przedsiębiorczy i zaradni. Kilka lat przespaliśmy, ale wierzę, że Polska wsiądzie do pociągu z napisem „rewolucja AI”. W ostatniej chwili i trochę na wariackich papierach, ale taki już nasz narodowy urok.

*Krzysztof Domaradzki - wicenaczelny polskiej edycji „Forbesa”, dziennikarz, pisarz, scenarzysta. Pisze o startupach i nowych technologiach. Twórca słynnej listy „30 przed 30”.

** Artur Kurasiński - przedsiębiorca, inwestor, analityk technologiczny. Od ponad 20 lat obserwuje trendy rynkowe, doradza startupom i tłumaczy wpływ technologii na nasze życie.

Artur Kurasiński i Krzysztof Domaradzki przy stoliku z książką RzeczpospolitAI
Artur Kurasiński i Krzysztof Domaradzki - Materiały Prasowe
Udostępnij
O autorze

Michał Karbowiak

Dziennikarz i specjalista od biznesu, zajmujący się historiami, które zwykle umykają światowym mediom. Łączy polską innowacyjność z globalną perspektywą.

LinkedIn